Search

 

 

 

 

 Nowa –Zelandia.

Podróż z aniołami

Pod koniec lutego dokładnie 19 lutego 2003 wróciłam z tej magicznej podróży z Bali i Nowej – Zelandii i zaczęłam pisać, aby podzielić się, choć cząstka tych darów, które otrzymałam. Pisałam o świecie, który nie chciał mnie wpuścić do siebie dopóki nie zapewniłam, że mam nagromadzonych tyle dóbr materialnych, które to swoją wartością ściągną mnie do siebie. Wykazałam się odpowiednim przywiązaniem do nagromadzonej materii przynależnej do mnie i przywiązaniem do ludzi. Uwierzono, że moje przywiązania, zmuszą mnie do powrotu na ten kawałek ziemi, do którego jestem przypisana, jako obywatel od urodzenia. Dzięki temu dostałam wizę i wyruszyłam w nieznane.

Zrozumiałam, że przywiązania i pragnienia stają się pułapką niewolnictwa, z których nie łatwo się uwolnić. A niewolnikiem łatwo sterować. Droga do tego świata, który ja nazywam boskim rajem, nie była łatwa. A przyjaciele po drugiej stronie(tak nazywam drużynę ciemności) robili wszystko, aby nasza grupa boskich wojowników światła nie dotarła do świata magii. Będę starała się kochana istoto czytająca te słowa dać ci w miarę przejrzysty obraz moich doświadczeń, ale wiesz, że świata ducha nie sposób opisać. Moje doświadczanie magii tamtego fizycznego świata w połączeniu z doświadczeniami świata energii. Opisuję moje doświadczenia w energii światła i spotkania tych istot, które nadal są w przeciwnej drużynie, które my nazywamy ciemnością.

W moich ziemskich planach wcale nie było wyjazdu do Nowej –Zelandii. Ale po kilku sennych odwiedzinach mojego duchowego przyjaciela, poczułam, że ,,ktoś” mi podpowiada, że jednak powinnam tam się udać.

Mówię, więc do moich mistrzów, jeżeli jest to dla mnie ważne dla mego rozwoju i dla mojej pracy dla światła...to okay zgadzam się. Ale, ja nie będę się o nic starać, zróbcie wszystko abym pojechała. Wyjazd ten był organizowany przez półtora roku a ja miałam trochę więcej niż miesiąc czasu od podjęcia decyzji do momentu wyjazdu. Znalazło się, więc miejsce i pieniądze i wiedziałam, że mam jechać. Okay mówię do moich starszych braci z wysokich wymiarów, wiecie więcej ode mnie w planie światła, zgadzam się i pojadę. In szala. Niech się dzieje wola Twoja Panie.

I tak też się stało. Wydałam trzy książki, zrobiłam kawał dobrej roboty i było to duże osiągnięcie. Uznałam ten wyjazd, jako nagrodę od Stwórcy i aniołów za to, co zrobiłam. Nowi ludzie, z którymi przebywałam przez okres czasu około miesiąca i spotkania z ludźmi żyjącymi w tamtych światach, dały mi wiele możliwości do nauki.

Jest, więc piękny słoneczny poranek siedzę w samolocie. Obok mnie ciemnoskóry tajwańczyk. Ale czas upływa a startu nie ma, oho... myślę sobie coś za długo siedzimy... coś się dzieje. Stewardesy jakoś nerwowo biegają po pokładzie samolotu, wreszcie nadają komunikat- nie startujemy gdyż nie działa klimatyzacja.

Zaczyna się zabawa, przyjaciele nieświatła już działają myślę... ciekawe czy ktoś z tej naszej grupy mistrzów jest świadomy tego innego poziomu działania, czy ktoś z nich też popracuje. Ale służba to służba... a miały być wakacje burczę do mojego niebiańskiego opiekuna... i siadam z radością do medytacji. Wzywam Archanioła Michała i proszę o przybycie aniołów wszystkich pasażerów – światło rozjaśnia wnętrze samolotu, widzę aniołów stojących za każdym pasażerem. Proszę o ochronę o opiekę na całą podroż, proszę o naprawienie klimatyzacji. Wzywam Archanioła od samolotów od napraw technicznych i proszę o naprawienie i uruchomienie klimatyzacji tego cudu, którym mamy lecieć do słońca. Ale jak kosmiczna anannda to łączę się jeszcze z moim ukochanym Sathya Sai Babą i proszę... mój Ty ukochany weź w swoją dłoń tą ludzka zabawkę do przemieszczania ciał, ten samolot i przenieś nas przez tę burzę ciemności do światła. I widzę uśmiechnięta sznupkę(dziecięcą buziunię) mego ukochanego Babulka. Tak pieszczotliwie nazywam mojego przyjaciela Sathya Sai Babę. Oki zrobione... melduje Bóg... jak wakacje to wakacje... cieszy się też moja ,,sznupka,, buziunia.

Kocham żyć.

Wysyłam jeszcze promienie światła do serc wszystkich pasażerów, pilotów i obsługi, widzę jak tworzymy w jedności jedno słońce miłości. Czuję silny przypływ energii. Jesteśmy już w mocy światła. Otaczam samolot różowym światłem miłości, złotym światłem mądrości i boskiej wiedzy i niebieskim światłem boskiej mocy... światło objęło całą naszą przestrzeń...i czuję, że dokonało się. Uśmiecham się i dziękuję. Słyszę podziękowanie aniołów...i... przecież wiedziałaś, że nie będą to zupełnie wakacje...ty zresztą bardzo lubisz z nami pracować... bawię się robiąc zadziwioną minę o.. o.. o.. o... ale będziemy cię prosić o współdziałanie tylko wtedy kiedy naprawdę będziesz niezbędna... wiemy, że to twoje wakacje.. słyszę szept aniołów ... robię głupią minę...lubię głupie miny - oki uśmiecham się szczerą radością... przecież wiedziałam, że tak będzie. To przecież moje boskie wakacje...i boska wspólna praca...a nikt z zewnątrz nie jest w stanie mi ich popsuć. Aniołowie naprawili klimatyzację i wreszcie startujemy lecimy, więc z Frankfurtu do Tajpei. Samolot unosi się powoli, ziemia pode mną nabiera coraz większej perspektywy. Teraz z lotu ptaka, widać port lotniczy położony na obrzeżu miasta. Przestrzeń pomiędzy miastem a portem zajmują lasy rosną drzewa. Domy coraz mniejsze i mniejsze a my wznosimy się ku górze ku niebu. Teraz już domy i poruszające się samochody wyglądają jak zabawki, klocki lego. Niesieni lekkością skrzydeł motyla wzbijamy się radośnie w górę ku słońcu wyżej i wyżej. Światło radości z czułością i troską otula nas. Jesteśmy już w chmurach. Pierzasta biel pokrywa całą przestrzeń pod nami. Patrzę w dół pomiędzy chmurami widać jeszcze fragmenty ziemi jeszcze chwilami widać zabawki domy, zabawki maciupkie samochody. To przecież moje boskie wakacje... podarunek nieba. Jestem w stanie szczęśliwego entuzjazmu. Mam miejsce przy oknie. Zawsze, kiedy lecę samolotem proszę o miejsce przy oknie.Uwielbiam wzbijanie się do góry i szybowanie wśród chmur.

Z niecierpliwością czekam na zachody i wschody słońca, które tam na wysokości 10.tyś metrów w bieli chmur, są tak przepięknym zjawiskiem. Wspomnienie i piękno tego zjawiska długo jeszcze pozostaje we mnie jak żywe, uwielbiam to właśnie najbardziej tam w pomiędzy niebem a ziemią a właściwie w niebie. Patrzę, więc radością moich oczu na biel chmur przeplatanej cudem błękitu, kolorów ciszy nieba, jakiej nie ma nigdzie, tylko tu w niebie. Cisza nieba wpływa do mojego serca duszy i myśli. Jestem szczęściem istnienia, jestem miłością. Kiedy takie boskie szczęście ożywa we mnie wtedy łzy miłości płyną po moich policzkach... po prostu płyną jak perły boskiego nektaru miłości. Uwielbiam być bosko szczęśliwą poza świtem poza działaniami poza ciałem...to takie najcudowniejszy stan annandy.

Nasza polska grupa liczy 22osoby i Songo- złote ziarenko ryżu. Songo to wyjątkowy mistrz światła, który skończy swój roczek życia w czasie naszej podróży. Lecimy chińskimi liniami lotniczymi. Nowością dla mnie są małe telewizorki umieszczone w tylnej części każdego fotela tak, że każdy pasażer ma przed sobą swój ekran małego telewizora. Ale każdy z nas ma na wysokości głowy całą maszynerię fal elekromagnetycznych w swoim mózgu. Łatwo sterować w ten sposób wszystkimi mózgami - płynie myśl.

Stewardesy podają szczypcami ciepłe białe rurki. To duże chusteczki higieniczne, którymi robimy toaletę przed posiłkami. Zaczyna się karmienie, najpierw wjeżdżają wózki z napojami. Proszę o sok i kawę.Należę do tych, co w większości spożywają tylko płynne posiłki. Uzgadniano ze mną przed wylotem, specjalne menu. Życzę, więc sobie napoje i coś słodkiego, np. jakąś czekoladkę zamiast obiadu. Okazało się, że uzgodnienia organizatora ze mną nie dotarły, do przewoźnika i nic nie wie o specjalnym jedzeniu a właściwie piciu dla mnie, więc brałam posiłki i dawałam Tereni. Jest jeszcze zbyt mało ludzi na świecie tak zwanych niejedzących, aby podniebni przewoźnicy mieli osobne menu.

Jedzenie to bardzo ważny rytuał w życiu ludzi na ziemi. Ale dla tych nad ziemią jeszcze ważniejszy. Pasażerowie lecący do odległych krajów spędzają często w samolocie po 14 godz. a niekiedy więcej. Ten czas, spędzają siedząc w jednym miejscu, wiec pojawienie się napoi czy posiłku jest witane, jako radosne wydarzenie. Zaspokaja oczekiwanie. Wypełnia czas i żołądki. Wzięłam, więc dwie szklanki soku, aby móc później się napić, ale zaczyna nas trząść. Tak zwane turbulencje, zapala się światełko, zapiąć pasy i należy złożyć stoliki przed sobą, więc musze wypić szybko sok, bo przy takich wstrząsach obleje mnie. Te soki mają tyle konserwantów, że po wypiciu takiej ilości czuje jak,,puchnie „ mi wątroba. Moje boskie ciało nie lubi tej chemii, to nie soki, to ,,barbituranty”- tak je nazywam.

Samolot dość gwałtownie wznosi się i opada, trzeba przełykać, aby w uszach uregulować ciśnienie. Stewardesy biegają chwiejnie i nerwowo. Hej... hej, widzę ze nasi koledzy w czarnych koszulkach, nie dali za wygraną znowu kombinują. Najpierw popsuli klimatyzacje a teraz dmuchają, aby nas stracić do morza. U nas jest zima mogłoby być trochę chłodno w morzu. Dowcipnisie. Siadam do medytacji. Samolot jest w najlepszych boskich rękach, ale dla spokoju w sobie i aby uspokoić tę chwilową panikę na pokładzie samolotu wysyłam światło. Po pewnym czasie następuje zmiana, samolot wyrównał lot, już nas nie rzuca. Otwieram oczy moje miejsce znajduje się po lewej stronie, a po prawej jest właśnie misterium zachodzącego słońca. Ale nie można jeszcze odpiąć pasów i przemieszczać się po pokładzie samolotu. Patrzę wiec z zazdrością w odległe okna po przeciwnej stronie. Widać boskie malowanie kolorami nieba. Wiem, jaki to boski dar oglądałam go już wiele razy.Za każdym razem przeżywając boska ekstazę zachodzącego słońca, niebiańskiego piękna wśród chmur. W przestrzeni pomiędzy chmurami jest świat fruwających srebrzystych orłów. W ich wnętrzach ludzie przemieszczani są na różne kontynenty. Patrzę, więc jak fruną radośnie w różnych kierunkach zostawiając za sobą smugę spalin. Jak radosne zabawki mrugają światełkami bawiąc się z aniołami.

Na zewnątrz jest temperatura –59 c. Aniołom to nie przeszkadza, ale nam ziemskim ciałkom byłoby troszkę zimno.

Cisza świata pomiędzy niebem a ziemią.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fragment książki ,,Boski Raj na ziemi.’’ Vasanta Ejma

wkrótce w wersji e-booka.

 

Zapisz się by otrzymać powiadomienie  

Kliknij