Search

 

 

 

 

 

 

ŻYŁAM W STAROŻYTNYM

 

EGIPCIE

Egipt VASANTA

 

 

 

Wszystko zaczęło się od mojej śmierci klinicznej, którą przeżyłam w wieku dwudziestu lat.

 

Miałam do wyboru, odejść zostawiając ciało i wszystkie możliwości doświadczania życia ziemskiego albo zostać, wracając do ciała. Moja dusza chciała wywiązać się z umowy ze Stwórcą. Podjęłam ponowną decyzję o istnieniu w rzeczywistości tego wcielenia na Ziemi. Wróciłam do życia wśród ludzi. Przeżycia te spowodowały, że ciągle istniało we mnie przekonanie o istnieniu innego świata, do którego mogę wejść – mówi nauczycielka odrodzenia duchowego, breatharianka i pisarka Vasanta Ejma.

Każdy z nas, poszukujący powrotu DO DOMU STWÓRCY, wie o tym, iż nie jest to łatwe. Dziś nie żałuję, że żyję. Powiem więcej, jestem szczęśliwa a moje życie jest spełnione.

Po wielu latach duchowych przygotowań, pobytach w indyjskich ashramach, jestem w ciągłej podróży, KU ŚWIATŁU. Realizuję się, między innymi, poprzez mistycyzm światowy. Jedną z takich wypraw po Ziemi, była podróż do Egiptu. Taką drogę doświadczania świata wybrała moja piękna radosna dusza. Chcąc znaleźć się w Egipcie, poprosiłam o pomoc moich niebiańskich przewodników. Bez nich do dziś tkwiłabym w martwym punkcie mojego rozwoju. Musiałam przejść przez następne ograniczenia mojego pojmowania siebie. Wiedziałam, że muszę podjąć stanowczą decyzję, wyjazdu.

Przed snem powiedziałam do mojego anioła: proszę zróbcie wszystko, aby wypełniło się moje karmiczne przeznaczenie, i tak się stało...

Tak się dzieje w moim życiu, a szczególnie w sprawach według mnie niemożliwych, że kiedy pozwalam moim anielskim opiekunom pracować dla mnie, to wtedy spełnia się boski plan. Największym moim przyjacielem jest Bóg, i zawsze daje mi więcej, niż mogę sobie w najśmielszych wyobrażeniach wymyślić. Usiadłam do medytacji i zobaczyłam Egipt, piramidy, poczułam ich moc i przyciąganie mnie do nich. Poczułam wołanie Ziemi Egipskiej, w moim sercu... Ziemia ta wołała mnie już od kilku lat. Musiałam tam pojechać, aby zjednoczyć przeszłość z teraźniejszością, stworzyć swoje nowe życie, zwane przyszłością.

Luksor – było pięknie, tajemniczo, wyjątkowo

Był początek stycznia 2001 roku, wylądowaliśmy w Luksorze. Właściwie to byłam kompletnym ignorantem. Niewiele, a właściwie nic nie wiedziałam, o kraju, w którym wylądowałam. I dobrze, bo mogłam czuć zamiast myśleć. Egipt znałam tylko ze szkolnych lekcji oraz plakatów i katalogów biur podróży. Zamieszkaliśmy w hotelu nad samym brzegiem Nilu, było pięknie, tajemniczo, czułam się wyjątkowo.

W życiu nie znałam takiego uczucia, godności, mocy i piękna. Czułam się zupełnie inaczej, powiedziałabym silniejsza. Poczułam moc płynąca głęboko ze swego wnętrza, oraz dostojeństwo, pewność, i jednocześnie kaskady radości, połączone z uczuciem szczęścia. Wiedziałam, że wróciłam tu do siebie, iż ta ziemia jest moja, poczułam, że żyje w mojej krwi.

 

 

 

To, co się wydarzyło w Egipcie, całkowicie odmieniło moje, i tak bardzo śmiałe, spojrzenie na istnienie różnych wszechświatów. Nawiązałam kontakty z istotami innych wymiarów. Wtedy to zaczęłam istnieć w kilku wymiarach jednocześnie. Na początku pobytu nie zdawałam sobie sprawy ze złożoności, i tego, że doświadczam wielu poziomów istnienia, że doświadczam swojej kosmicznej wielowymiarowości.

Obecny czas na Ziemi, początek XXI wieku, to czas kosmicznych zmian. Teraz następuje kosmiczny przełom, powrót świadomości duchowej nie tylko na Ziemi, ale też tworzy nową wibrację we wszechświecie. Jesteśmy stwórcami tych zmian, a szczególną rolę niesie energia godności i dostojeństwa kobiet. Ich energia jest stwórczą energią przejawioną we wszechświecie. Odkrycie swojej boskiej mocy przez kobiety uzdrowi mężczyzn. One obudzą wibrację miłości, najpierw w swoich sercach, ciałach i umysłach. Wspólnie zjednoczeni w boskiej miłości tworząc harmonię w naszym wszechświecie powrócą w JEDNOŚCI DO DOMU. Zebranie swojej mocy i miłości, swego boskiego istnienia, pozwoli podążać dalszą drogą wśród gwiazd nieskończoności, jako współtwórca.

Oddychałam Egiptem, wiedziałam, że znam tych ludzi, ten świat, tę ziemię – BYŁAM U SIEBIE. Przyjechałam na seminarium rozwoju duchowego. Celem mojego pobytu w Egipcie było uzdrawianie i zbieranie siebie w całość, powrót DO DOMU STWÓRCY. W Luksorze dołącza do nas grupa uczestników z innych krajów i o różnych kolorach skóry.

Egipt jest krajem monumentalnych, majestatycznych, potężnych i tajemniczych, skalistych wzniesień, skąpanych w słońcu, które żyją własnym życiem. Ich kolor, to kolor pustynnego piasku. Były po drugiej stronie boskiego Nilu, patrzyłam na nie z okna mojego hotelu. Tchnęły tajemniczością i mocą... wołały mnie do siebie, zasypiając czułam ich ciszę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że patrzę na doliny grobowców starożytnych władców Egiptu. U podnóża tych gór znajduje się wykute w skałach największe mauzoleum na świecie. Najstarsze odkryte grobowce są... z czasów około półtora tysiąca lat przed Chrystusem, czyli 3,500 tys. lat temu. Tu znajdują się mumie egipskich faraonów, najbogatszych i najpotężniejszych władców. Groby ukryto wśród kamiennej pustyni. Dziś rejon ten jest jednym z najbardziej znanych zabytków świata, a archeologowie poszukują tajemnic starożytnych cywilizacji.

Tam właśnie, do doliny grobowców, pojechaliśmy po porannej medytacji. Od samego początku pobytu w Egipcie, miałam wyraźne uczucie przebywania jednocześnie w dwóch światach. Świecie starożytnym i tym obecnym. Idąc do grobowców królów, energia niosła mnie ,,swoimi szlakami” – kontynuuje-Vasanta Ejma.

Szłam serpentynami ”musiałam” przystawać w danych miejscach i zataczać ósemki, lub koła. Na początku bawiło mnie to, jak anioł, którego nie widziałam, a czułam jego prowadzenie, według boskiego planu. Poddałam się ,,temu” z całym zaufaniem, gdyż czułam, że dzieje się ze mną coś wyjątkowego, czego logicznym umysłem nie sposób wytłumaczyć.

W pierwszym grobowcu był maleńki szkielecik faraonowego niemowlaka. Staliśmy wokół dużego sarkofagu, trzymaliśmy się za ręce, fala energii jak słońce swą mocą przepływała przez nas. Oddychałam głęboko, i tylko płynące łzy po policzkach uzmysławiały mi ilość smutku wypływającego z mego serca.

Usłyszałam głośne szlochanie jednej z uczestniczek wyprawy, od lat nie uwolniony ból jej serca trzymał ją w swojej niewoli. Ona ciągle opłakiwała swoją zmarłą przed dwudziestoma laty maleńką córeczkę. Energia istniejąca w grobowcu otworzyła jej serce na uwolnienie i przetransformowanie tego bólu.

Powstało retoryczne pytanie. Czy ten smutek również w inny sposób łączył ją z przeszłością w Egipcie, z tym szkielecikiem, który leży tu od tysięcy lat?

Oddychałam głęboko uwalniając myśli i to, co się wydarzało, nie chciałam zapamiętywać obrazów, jeszcze nie byłam pewna czy dobrze je rozumiałam.

Przekazów było bardzo wiele..., ale czy mi potrzebne...? Usiłowałam skupić uwagę tylko na swobodnym oddychaniu...

Byłam jak w innym świecie, miałam świadomość swojego ciała a jednocześnie zdawałam sobie z tego sprawę, że funkcjonuję w innym wymiarze. Czułam wręcz fizyczną obecność istot niebiańskich, które w delikatny sposób otaczały mnie swoją miłością, ofiarowując pomoc w odnalezieniu siebie... Pozwalałam, aby energie uzdrawiały mnie, moje serce, ciało, i jednoczyły się z duszą.

Kolejny grobowiec; przepływ ciepła i miłości przez moje ciało był tak intensywny, że tylko powtarzałam sobie w myślach... spokojnie... odpręż się.... jesteś uzdrawiana. Łzy jak perły Nilu, płynęły po policzkach....

Umysł nie rejestrował energii z przeszłości uwięzionej w grobowcach, wszystko, co się wydarzało było tak intensywne i wyjątkowe, że umysł nie wiedział gdzie i w jaki sposób to zapisać. Moje całe jestestwo poddało się uczuciom, stało się odczuwaniem. Przepływały przeze mnie uczucia smutku, tęsknoty przeplatane radością i szczęściem. Miałam uczucie, że moje ciało intensywnie reaguje na jakieś starożytne symbole; hieroglify, którymi wypełnione są ściany grobowców. Były miejsca na ścianach, do których wyciągały się moje ręce a dotykając ich, przez skórę palców, wpływały w moje ciało szyfry przeszłości.

Miałam nieodparte uczucie, że znam ten świat, tę ziemię, bo jestem „u siebie w domu”. Zaczęłam uświadamiać sobie, że nie jest to zwykła wycieczka do egzotycznego kraju, tylko życiowy przełom mego istnienia, w tym wymiarze i w tym czasie... Karty mojej ,,misji’’ w tym życiu otwierały się przede mną, jak stronice książki.

W jednym z grobowców, który jest zamknięty dla turystów, znalazłam (wyczuwałam) część energii swojej duszy sprzed 3,5 tysięcy lat. Uwięziona jest w zaklętą magię przeszłości, która czeka na uwolnienie, na powrót do domu niebiańskiego. Teraz, jako inna część mojej Wyższej Jaźni, jestem ponownie w Egipcie. Energia rozpaczy przyciągnęła mnie z taką siłą, że nie było to nawet możliwe, abym poszła gdziekolwiek indziej. Ogrom nieutulonego bólu pochłaniał mnie. Moc rozdzierającej rozpaczy była tak ogromna, iż miałam uczucie, że gdybym jej pozwoliła zaistnieć dźwiękiem w moim gardle, to byłby to rozdzierający krzyk rozpaczy rozdzierający niebiosa. Podświadomie słyszałam dźwięk tego krzyku, niesionego przez echo mego starożytnego istnienia. Nie wiedziałam czy trzeba tak cierpieć, i dlaczego serce rozerwane na strzępy żyje (istnieje) tu w grobowcu od tysięcy lat? Powstawały kolejne pytania: Kim byłam tu w starożytnym Egipcie...? kim jestem obecnie? Co to za rozpacz? Wołam w swoich myślach! Czułam wręcz fizyczną bliskość ,,kogoś”, kto z niebiańską delikatnością dotyka mojej twarzy. Szczęście, radość pieszczoty, wśród płynących łez, ktoś wyjątkowy, jedyny, największa miłość istnienia wszechświata. Zastanawiałam się, kto w tak cudowny sposób na mnie czekał całe wieki. Radość istoty, która czekała na mnie była tak ogromna jak wcześniej rozdzierający ból. Czułam, że byłam uzdrawiana; mówiłam, jak za każdym razem, że przyszłam tu, aby zebrać części siebie z różnych światów, gdyż nastał czas powrotu DO DOMU OJCA NASZEGO. Niech Bóg w miłości serca swego uzdrowi ten ból, niech łaską swej miłości zjednoczy pogubione moje części.

Modlitwy, płacz, uzdrawianie, najsłodsza radość, mogłyby trwać jeszcze długo, ale wiedziałam, że czas mam ograniczony, chciałam oddalić się z tego miejsca, a nie mogłam... Czułam, że byłam w innym czasie, w innym świecie, w miłości o nie pojmowanej mocy... Trwałam w doświadczaniu... jeszcze nie mogłam odejść z tego miejsca. Miłość czekająca tutaj na mnie od wieków, zatrzymała mnie, prosiła abym jeszcze została. To było cudne, wyjątkowe, wypełnione czułością, tchnieniem wysokich wibracji miłości i jedności, istniałam oddychając niepojętym szczęściem. Nigdy jeszcze nie doświadczyłam tak potężnej energii. Są one nieosiągalne w naszej codzienności, łatwiej zaistnieć w nich w otwartych portalach innego wymiaru, a tu właśnie taki portal istnieje.

Nie miałam ochoty z stamtąd odchodzić. Miałam nieodparte przekonanie,

że istotą energii byłam ja sama z czasów starożytnego Egiptu. Później, wieczorem w hotelowym pokoju mą duszą zaczęły targać ambiwalentne uczucia; a może to ktoś inny, bardzo mi bliski, umiłowany, ukochany, jedyny, którego odejście rozdarło serce na kawałki. A teraz w bólu i nieutulonej rozpaczy, krzyczało przez wieki... Pobudzone moją obecnością po tysiącach lat rozłąki ożyło, zaistniało w tym wymiarze, w tej rzeczywistości. Spotkaliśmy się teraz ponownie i połączyliśmy dwa światy, świat faraonów i ten z XXI wieku.

Do tej pory nic nie wiedziałam o możliwości istnienia pozostałości swojej energii w grobowcach faraonów. Nigdy też nie doznawałam takiej potężnej rozpaczy. Nie zdawałam sobie sprawy, że taka miłość może istnieć. Nie pytałam o to, kim jesteś istoto? Nie było na to przestrzeni, nie miało to wtedy znaczenia, po prostu działo się to, co miało się wydarzyć.

Spotkanie to otworzyło moje serce i duszę, zaistniałam w wymiarach istnienia kosmicznego, zdałam sobie sprawę, że ciało, w którym teraz jestem, jest tylko jednym płatkiem wielkiego kwiatu miłości. Niektóre z tych listków są poranione i chore, tak jak ta rozpacz z przeszłości, którą tu spotkałam w grobowcu faraona. Ona czekała całe wieki, według naszego liczenia lat. A jej ból był tak intensywny, ta rozpacz była tak przerażająco ogromna, że myślałam, iż nie udźwignę jej ciężaru. Rozpacz i ból, istniał w tym wymiarze istnienia niezmiennie, choć mnie nie było tu tyle wieków, on na mnie czekał. Teraz przyszedł czas uzdrawiania i dlatego znalazłam się tu, w tym miejscu, i o tym czasie, aby mogło zaistnieć to, co zaistniało.

Wrota do innych światów

Zawsze wiedziałam, że są wrota do innych światów, ale myślałam, iż można ich doświadczać tylko w podróżach astralnych, teraz wiem o możliwości zaistnienia w innym wymiarze, kiedy wrota do niego są otwarte i znajdziemy się tam we właściwym czasie.

Odchodząc czułam, że energia prowadzi mnie w głąb wysokich gór, które wyglądają jak potężna brama. Było to potężne zagłębienie wśród skał, a ja miałam wrażenie, że jest to miejsce, z którego odlatywały statki kosmiczne. Ogarniało mnie znowu nieodparte wrażenie (przekonanie), że byłam tu wielokrotnie. Wiem, że z tego miejsca można w łatwy sposób połączyć się z wszechświatem, z kosmiczną cywilizacją. Mój logiczny umysł koniecznie chciał wiedzieć, co tu się działo, co miałam sobie przypomnieć...? Po co tu jestem...? Nagle zaczęłam poddawać się ceremoniom nie z tego świata, i nie z tego czasu, ciało wykonywało pozy rytualne, których znaczenia nie rozumiałam. Ręce moje w modlitewnych gestach wzniesione wysoko ku niebu przekazywały gesty chwały dla Stwórcy... Byłam w samoistnym transie... Było to istnienie na kilku poziomach świadomości jednocześnie.

Do rzeczywistości LUDZI przywrócił mnie głośny dźwięk kieszonkowego budzika. Skończył się czas pobytu w tej kosmiczno-mistycznej dolinie. Wracałam prowadzona po spiralach energii wkodowanej w ziemię do czekającego na nas autobusu. Całe moje ciało wibrowało jak po wielogodzinnych medytacjach, i przyjęło tak wiele energii, iż najlepiej można było je zintegrować poprzez sen.

Będąc już w pokoju hotelowym położyłam moje drżące ciało spać. Obudziłam się wypoczęta i świeża. Czułam, że nastąpiły zmiany, w ENERGII moich energetycznych ciał, wiedziałam, iż zmieniło się odczuwanie przestrzeni wokół mnie, odczucia te są trudne do określenia słowami. Ciało stało się lżejsze, a postrzeganie otaczającego świata szersze, odczuwałam i pojmowałam o wiele więcej.

Wieczorem spotkaliśmy się w świątyni Luksorskiej. Majestat tego kosmicznego miejsca automatycznie przenosi w inne wymiary. Zamknęłam oczy i zobaczyłam orszak idących kapłanów, składających dary bogom. Całą grupą usiedliśmy do medytacji, u stóp potężnych kolumn pokrytych hieroglifami. Można było z nich odczytać kosmiczną wiedzę. Zapisane są też na nich starożytne dzieje Egiptu. Moc tamtych czasów przyłączyła się do naszej medytacji. Kolumny są tak potężne, że my siedzący u ich stóp wyglądaliśmy jak maleńkie elfiki, rozpoczęłam medytację słowami... witam was... mistrzów dalekiego wschodu...

Czułam, że kolumna, pod którą siedziałam, przyciągała mnie jak magnez, scalałam się z nią, i ufnie poddawałam się temu, co mogło się wydarzyć. Otuliła mnie cisza, spokój, uczucie mocy i wszechogarniającej miłości. Kończyła się medytacja. Grupa rozchodziła się po świątyni, aby,,odbierać’’ swoje przesłanie. A ja nie mogłam ruszyć się z miejsca, miałam uczucie, że jestem ,,przyklejona” do miejsca, które nie chce mnie puścić?Poczułam jak otwierają się kosmiczne wrota łączące mnie z różnymi układami gwiezdnymi. Czułam bliskość istot światła z Plejad, Syriusza i głęboką moc energii miłości spływającą z Arktura... Byłam w ciszy i mocy zjednoczenia z miłością wszechświata, trwałam...

Słyszałam słowa rozbrzmiewające we mnie, oddychałam głęboko, modliłam się w myślach. Byłam jak pusta misa księżyca, która przyjmuje boskie dary. Zaczęłam powtarzałam w myślach modlitwę, rozpoczynając słowami: jestem światłem, światłem, światłem... Od czasu do czasu sprawdzałam czy mogę się już ,,odkleić’’ od kolumny. Nic z tego, starałam się, więc, coś z tego, co się wydarzało na innych planach zarejestrować w czasie obecnym. Czułam jak w moje ciało wpływa energia kosmicznej wiedzy, wchodzą szyfry wiedzy, świetlane znaki, wysokich wibracji.

Czułam to fizycznie, jak są wprowadzane przez rdzeń kręgowy od karku w dół, czułam i wręcz widziałam, jak na kostkach moich stóp ożywają węże - to kobry. Symbol kosmicznej mądrości i mocy.

Nie było we mnie lęku, raczej dziecięca ciekawość. To moje Moce wracały do mnie. Patrzyłam trochę ze zdziwieniem, jak kobry pęcznieją w swoich kształtach, unoszą swe głowy mądrości, mocy faraonów, i dumnie prężą się ponad moimi stopami. Kobry symbol faraonów w Egipcie. Obudziły się do istnienia na kostkach moich stóp i na nadgarstkach moich rąk.

Czułam jak MOC koduje się w każdej komórce mego ciała „budziłam się” do istnienia na wielu kosmicznych planach. Moje kosmiczne kobry oplatające moje nadgarstki, otwierały swe mistyczne istnienie... Budziłam się i wiedziałam, że nie jestem z tego świata... A moce, które posiada moja dusza są potężne w miłości i mocy uzdrawiania.

Nie należę do siebie, zgodziłam się, schodząc kolejny raz na ten plan fizyczny, do „pracy światła”. Teraz nadszedł dla mnie właściwy czas, aby „ożyć”. To „podłączenie mnie do siebie” trwało ponad dwie godziny. W tym czasie kilkakrotnie próbowałam „odkleić się” od kolumny. Mój logiczny rozumek podpowiadał, oj coś ty tu Vasanciku kombinujesz?... Przecież nic cię tu nie trzyma... inni sobie poszli a ty tu sama siedzisz, po prostu wstań i idź... nie wymyślaj sobie, że jesteś inna. Sprawdzałam, więc od czasu do czasu, czy mogę ,,odkleić się” od kolumny, ale nie, niczego nie wymyślałam, tak miało się dziać, po prostu nie mogłam „odkleić się” od potężnej kolumny.

Czas otwarcia świątyni dobiegał końca, powiedziałam, więc, do moich niebiańskich opiekunów, że muszą kończyć swoje dzieło, gdyż ja muszę opuścić to kosmiczne laboratorium mocy. Czułam jak kolumna niechętnie mnie „puszcza”. Z trudem, więc odkleiłam się od kolumny. Wstałam, miałam jednak uczucie, że nie wszystko zostało zakończone... i ponownie odczuwałam zmianę.

Czułam, że moje ciało zmieniło swoje parametry wibracji na opisanie ich nie znajdowałam normalnych określeń. Szłam w ciszy, czułam żywe, niewidzialne dla ludzkiego oka kobry oplatające nadgarstki moich rąk i kostki moich stóp. Mój logiczny umysł był zupełnie wygłupiony, chciał koniecznie coś z tym zrobić, zrozumieć - a ja byłam w niebiańskim spokoju.

W hotelu piłam dużo czystej wody, moje ciało pulsowało jak po wyjściu z wrzącej kąpieli, położyłam się spać. Tylko w ten sposób mogłam najlepiej zintegrować dary wysokich wibracji od moich niebiańskich braci.

Naukowcy starają się ten kosmiczno-mistyczny świat ułożyć w logiczną całość, za pomocą logicznego umysłu. Jeżeli nie pojmujemy tego, że to duch rządzi materią, i dajemy priorytet materii, to wtedy trzeba świat niewidzialny traktować jak coś niezrozumiałego. Archeologowie mówią o najstarszej cywilizacji świata, ale nic nie mówią o połączeniu z portalami innych wymiarów. Po prostu jeszcze o tym nie wiedzą. Odbierają tylko niskie fale. A wiedza kosmiczna jest „szybka” nadawana jest na innych falach, wysokich wibracjach. Aby to zrozumieć trzeba wpierw wiedzieć, że miejsca mocy w Egipcie są portalami do innego wymiaru, to przenikające się przestrzenie, łączące nasz świat ze światami istot światła. Sięgnięcie do wiedzy kosmicznej pozwala na logiczne zrozumienie, nawet naszemu ludzkiemu umysłowi.

Na Ziemi Egipskiej trwa jednocześnie z naszym istnieniem, istnienie istot innego wymiaru. Trzeba tego doświadczyć, aby zrozumieć, o czym mówię. Te światy istnieją jednocześnie, żyją swoim życiem obok siebie, to światy równoległe, trzeba się tylko dostroić, do wibracji swojej boskiej duszy, aby móc przekroczyć tę niewidzialną dla ludzkich oczu granicę.

Wiem, że Egipt przyciąga nas jak mistyczna kraina, dzieje się tak, bo wielu z nas żyło tam w starożytności. Wiedz kochany czytelniku, że Twój rodowód też sięga gwiazd, istniejesz od milionów lat świetlnych - od początków istnienia wszechświata. Jesteś istotą światła, nieśmiertelności, istnienia w Miłości - choć może dopiero teraz zaczynasz budzić się do ,,życia”...? Obudź

Fragment książki

,,Obudź się bogini światła’’ Vasanta Ejma