Search

 

 

 

MOJE ŻYCIE URATOWAŁ  AWATARA

pobyt w ashramie opisany w książce ,, Bliźniaczy płomień"

 

 

 wywiad rok 2003

Odnalazłam sens ŻYCIA poprzez cierpienie. Ale czy to jest właściwe, że człowiek poszukuje kontaktu z duszą i budzi się dopiero w chwili cierpienia? Dusza ludzka która tworzy swe istnenie daje nam znać o sobie wcześniej a my jej nie chcemy usłyszeć. Najczęściej wołamy o pomoc do kogoś, kogo nazywamy  Bogiem, gdy tracimy sens życia. Wołamy wtedy do naszego BOGA – POMÓŻ. Ja też wołałam – proszę pomóż, bo nie, wiedziałam jak żyć, szukając trafiłam na kurs Silvy, tam kupiłam książkę o Sathya Sai Babie – ludzie mówili wcieleniu Boga na Ziemi. Stwórca nie jest stworzeniem.

  To był dla mnie szok. Jakie wcielenie Boga? - Irytowało się moje ego. Był Jezus, ale to było 2000 lat temu, ukrzyżowali GO. Nauczyli mnie, że teraz muszę za to cierpieć, a jak umrę to i tak pójdę do piekła. Oburzałam się na to. Dlaczego wciąż straszą mnie piekłem? Myślałam nawet, jakby był Bóg, to nie musiałabym cierpieć i szukać ratunku. Nie rozumiałam...kim jest Stworca a Bóg kościelny napawał mnie wielkim lękiem i karą – mówi, nauczycielka odnowy duchowej, breatharianka oraz pisarka Vasanta Ejma.

 Postanowiłam pojechać do Indii na spotkanie z awatara. Miałam jednak opory; czy bóg może być czarny i do tego jeszcze Hindus? Może jakby był biały, byłoby łatwiej uwierzyć. No, ale, przecież nie jestem rasistką... a jednak...

Spotykałam się z ludźmi, którzy byli już w Indiach w Ashramie u Sathya Sai Baby. Co zmieniło się w waszym życiu? - pytałam natarczywie.

 W s z y s t k o – odpowiadali... Co to znaczy wszystko...? Tłumaczyli, że tego nie można opowiedzieć, to trzeba przeżyć. Sathya Sai Baba oczyszcza karmę a to zmienia całe życie. Otrzymuje się siłę do wprowadzenia zmian. Człowiek nabywa umiejętności odróżniania praw ludzkich od boskich. Zaczyna panować się nad swoimi myślami.

Nie mogłam w to uwierzyć, więc miałam do wyboru, jechać lub zostać. Zawarte dużo wcześniej małżeństwo doprowadziło mnie do kresu wytrzymałości, nie widziałam sensu życia i nie miałam już sił żyć tak jak żyłam. Moje życie musiało się zmianić, postanowiłam szukać ratunku, wybrałam wyjazd do Indii. Wyjazd kosztował 1000 dolarów. Tyle jeszcze miałam. I pomyśleć, że dopiero, co miałam wspólnie z mężem dobrze prosperującą firmę, zarabiałam bardzo dużo pieniędzy, a teraz ledwie miałam na bilet...

Zrobiłam w życiu wiele inwestycji, niektóre przyniosły straty. Później stwierdziłam, że ten wyjazd - to była najlepsza inwestycja w całym życiu. Inwestycja w siebie, w swój rozwój duchowy. Odnalezienie kontaktu z własną Jaźnią. Rodzenie się duszy.

Wylatywaliśmy z Warszawy samolotem włoskich linii lotniczych. Był 21 stycznia 1996 r., nieśmiało uchylałam drzwi, do nowego świata. Tak rozpoczął się mój powrót do poszukiwania Boga, droga w głąb siebie. Boga miłości, dobroci, szczęścia i wiecznego życia. W głębi serca czułam, że świat, w którym żyję musi mieć dobre i piękne strony. A ja się tylko gdzieś zawieruszyłam.

Wiedziałam, że człowiek jest z natury dobry i nie ma w sobie zła, ale dlaczego tak wielu ludzi czyni zło? To, co spotykało mnie od dzieciństwa i wydarzyło się do tej pory w moim życiu, szczególnie małżeńskim, pokazywało istniejące zło. A może w moim doświadczaniu życia był jakiś błąd?

W czasie lotu myślałam nad całym swoim życiem... wszystko widziałam jak na filmie, analizowałam każdą sytuację, do głowy cisnęły się pytania typu: Jak odnaleźć właściwą drogę, co należy zmienić, aby śmiech był dźwiękiem radości a płacz rzeką wypłukującą smutki?

Dlaczego stało się inaczej niż marzyłam? Czy moje życie musiało się tak potoczyć? Czy mogło być inne? Jaki wpływ na to miałam ja sama, a jaki mieli inni?

Czy można zmienić koleje losu, a jeśli tak, to jak to zrobić? Pytania kotłowały się w głowie i uderzały myślami, jak wzburzone fale o brzeg. Odpowiedzi przychodziły z czasem, kiedy już potrafiłam je zrozumieć.

Teraz leciałam do egzotycznego kraju. Wiedziałam tylko tyle, że Ziemia ta zawsze była miejscem twórczości Bogów. Świat jest pełen niewyjaśnionych tajemnic a najpiękniejszą tajemnicą jest boskość ludzkiego serca. Nawet nie przypuszczałam, ile piękna, miłości i szczęścia odkryje w swoim sercu, kiedy spotkam tajemniczego Hindusa w pomarańczowej szacie.

W sercu zawsze miałam tęsknotę za odnalezieniem prawdziwej miłości życia.

Czułam, że to, co wydarzało się dotychczas nie było świadomym życiem.

Wiedziałam, że nie dokonałam jeszcze najważniejszego wyboru...

Poszukiwałam boskiej s a m oś w i a d o m o ś c i.

Pragnęłam spokoju umysłu. Pytania wracały ponownie...

Samolot był ogromny. Poprosiłam i dostałam, miejsce przy oknie. Kiedy ta cudowna masa metalu zaczęła majestatycznie wznosić się ku słońcu, z moich oczu płynęło radosne szczęście. Ono to zamieniło się w kropelki łez, które też podskakiwały z radości, płynąc po policzkach. Nigdy w życiu nie przeżywałam takiej frajdy. Leciałam ku najpiękniejszej przygodzie życia, leciałam ku słońcu, ramionami stalowego orła muskając baraszkujące chmury. W moim ciele obudziła się zapomniana beztroska, radość dziecka. Nawet nie przypuszczałam, że we mnie są takie zamknięte komnaty szczęścia. Czas na nowe życie budził się, wraz z szybowaniem po niebie, z aniołami – kontynuuje Vasanta Ejma.

Boże, jaka jestem szczęśliwa! - uchwyciłam swą myśl. Zreflektowałam się, że jest we mnie Bóg, szczęścia? Tylko, dlaczego tak głęboko schowany? A może sama go w sercu przygruzowałam smutkami? Dlaczego od dziecka miałam wrażenie jakbym dała zamknąć się w klatce? Zawsze czułam, że coś w życiu nie jest tak, jak być powinno. Tylko gdzie szukać prawdy? Być może teraz sięgam po klucz, aby ją odnaleźć, i rozpocząć własny lot ku gwiazdom w stronę Rajskiego DOMU. Przez wiele godzin lotu oceniałam swoje życie, z rozmyślań wyrwał mnie głos obsługi informujący, że przygotowujemy się do lądowania. Wylądowaliśmy na lotnisku w Bombaju.

Indie, kraj tak odmienny od europejskich, oglądałam jak nową przygodę. Wszystko tu, było prymitywne, biedne i zaśmiecone, aż trudno uwierzyć. Ale czułam się wspaniale, jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ta Ziemia jest jedną z kolejnych ziem moich poprzednich wcieleń. To moja radosna dusza cieszyła się z powrotu do miejsc dawno ukochanych.

Nawet szczury biegające przy wyjściu z odprawy celnej, sprawiały mi radość. Większość ludzi z grupy była przerażona. Czy można wyobrazić sobie biegające szczury na ulicach międzynarodowego portu lotniczego? – a jednak. Zatrzymaliśmy się w Darmakrzetsze, (jest to miejsce, w którym można bezpłatnie przenocować dwa dni będąc w drodze do Sathya Sai Baby). Przebywają tam wielbiciele z całego świata, zanim udadzą się w dalszą podróż. Byłam zmęczona, dopiero rankiem wyszłam popatrzeć na nowe otoczenie, w którym się znalazłam.

W Polsce była zima, przecież to styczeń, a tu gorąco ponad 40 stopni Celsjusza. Nie zakodowałam swojej podświadomości na zmianę czasu, ani zmianę ciśnienia. Czułam się bardzo zmęczona, dłonie i stopy miałam opuchnięte. W nocy pogryzły mnie moskity.

Nieopodal domu noclegowego, w którym spędziliśmy noc była świątynia. Przed wejściem do niej należało zdjąć buty. Weszłam do wewnątrz. Świeże kwiaty, ładnie, kolorowo, nie było ołtarza. Była duża fotografia Sathya Sai Baby. Obok inna duża fotografia z poprzedniego wcielenia, wtedy był ON Szirdi Babą (Baba oznacza Ojca i Matkę jednocześnie, zjednoczoną energię). Patrzyłam na innych, którzy wcześniej tu przyszli. Siedzieli w kwiecie lotosu, na twarzach mieli błogostan. Z ich oczu płynęło światło, ich ciała wyrażały szczęście. Patrzyłam na nich z nieufnością, o co im chodziło, co wprawiało ich w taką błogość? Nie wiedziałam, dlaczego, czułam na ich twarzach radość i błogostan.

Myślałam sobie: Ja spuchnięta, poirytowana, zmęczona, mająca problemy, a oni szczęśliwi – ciekawe, dlaczego? Spacerując po terenie zatrzymałam się na wzgórzu, wśród kwitnących drzew i zapachu całej gamy najróżniejszych kolorowych kwiatów. Spojrzałam przed siebie, u stóp wzgórza był teren, na którym znajdowała się przestrzeń oblepiona szałasikami z brudnych szmat, czy czegoś podobnego. Takie obrazki nędzy widywałam w telewizji, ale w telewizji był film, w każdym momencie telewizor można wyłączyć. Moje oczy wypełniało zdumienie, wszyscy mówili, że Sathya Sai Baba jest Bogiem. Zdziwiona patrzyłam na tę przerażającą nędzę, w Polsce nawet zwierzęta mają domy, a tu ludzie ich nie mają...

- Babo, jeżeli jesteś Bogiem to - dlaczego pozwalasz, aby ludzie żyli w takiej nędzy - bezwiednie pomyślałam?

- To też jestem ja, w taki sposób doświadczam - to jest ICH wybór na to wcielenie - usłyszałam wyraźny głos w swoim sercu.

- A co ja mogę zrobić?... Jeśli naprawdę chcesz, możesz wysyłać im światło – usłyszałam ponownie pełen miłości, głos w sercu.

- Jakie światło? Co to znaczy światło? Zapytałam? Jak to się robi?

Nagle zdałam sobie sprawę z istnienia głosu w swoim sercu - rozejrzałam się wokół, czy może ktoś stoi obok i mówi. Nie, nie było nikogo. Tylko kwitnące kwiaty, świecące słońce, śpiewające ptaki, były wokół mnie. Tabun rozszalałych myśli był odpowiedzią na to wyjątkowe przeżycie. Zaczęłam się zastanawiać czy straciłam rozumu, zadaję pytania i słyszę odpowiedzi?Moje silne ego, szybko przejęło władzę. Nie chciałam słyszeć żadnych głosów, przyjechałam tu z problemami swojego życia a nie dla jakichś „odlotów”. Wiedziałam jak się robi interesy, mocno stałam na ziemi, a tu jakieś chalucynacje...? Przyjechałam, aby odmienić swoje życie. Ale nie miałam pojęcia, na czym to ma polegać. Wtedy usłyszałam: Bóg mieszka w twoim serduszkui mówi do ciebie nieustannie, tylko ty go nie słuchasz.

 I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że coś się zmieniło. Nie było to wtedy jeszcze dla mnie wyraźnie uchwytne. Przez moment zaistniałam w ciszy, w stanie duchowego kontaktu z własną Jaźnią. Zrozumiałam, że dostałam klucz, o który prosiłam. A wybór należy do mnie. Mogę żyć w spokoju i miłość, albo lęku i nienawiści. Przyjąć biedę, jako partnera strachu, albo bogactwo, jako partnera miłości.

Zjawiska określane mianem cudu zaczęły wkrótce być udziałem w moim życiu, a potem czymś normalnym do tego stopnia, że przestałam je zauważać.

Z Bombaju do Bangalore jechaliśmy autobusem prawie dwie doby. Autobus wyglądał jak złom. Podarte siedzenia, bez gąbki, miejsce, które dostałam było nad kołem, a koło bez resorów. Drogi indyjskie to uklepana glina, usiana wyrwami. Linia oddzielająca przeciwny pas ruchu to duże kamienie. Byłam zszokowana, że może istnieć taki świat. Zdziwieniom nie było końca. Szok dokładny. Niewiarygodne. Jak ludzie mogą tu żyć? Urodziłam się w kraju niewoli, w socjalizmie. Granice zamknięte na świat, do tego jeszcze, jako żona oficera nigdzie nie mogłam pojechać. Jaki dziwny jest ten świat...

 

ŻYCIE W ASHRAMIE

 

Świat za oknami autobusu był tak fascynujący, że nie miałam czasu na słuchanie narzekań innych. Czułam się lepiej niż w kraju, w którym się urodziłam i wychowałam. Świeciło słońce. Słońce zawsze było moim najpiękniejszym towarzyszem życia. W cieple jego blasku moja wewnętrzna radość pulsowała szczęściem.

Miałam uszkodzony kręgosłup, siedzenie na kole odczuwałam na każdym dołku, w który wpadało koło, odczuwałam dotkliwy ból. Zdawałam sobie sprawę, że moje ciało nie wytrzyma dwudniowej podróży w takich warunkach. Wysłałam prośbę: Proszę cię Sathya Sai Babo, wiesz, jaki jest mój kręgosłup, wiesz, że nie wytrzymam takich ustawicznych wstrząsów, zrób coś abym dojechała bez bólu kręgosłupa.

Postanowiłam GO wypróbować. Jeśli ON jest wszędzie i wszystko wie... to zobaczymy czy ludzie mówią prawdę. I wkrótce się przekonałam – mówi Vasanta.

Tak trudnej i niewygodnej podróży nie odbywałam nigdy do tej pory, w swoim życiu. Ale moja fascynacja tym, co nowe, dziecięca ciekawość, radosne serce, nie zwracały uwagi na trudności i niewygody, jakimi podpierało się ego, aby mnie straszyć. Po dwóch dniach morderczej podróży, spędziliśmy noc w hotelu, w towarzystwie karaluchów. Wieczorem wyszliśmy na spacer, na chodnikach leżeli zawinięci w szmaty ludzie, myślałam, że to trupy, a oni tylko normalnie spali. Co świat to obyczaj...

Rankiem całą grupą pojechaliśmy do ashramu Sathya Sai Baby, do White- Field. Czekano na darszan. (Darszan to widzenie istoty oświeconej, jest nią Baba.) Ludzie z całego świata, siedzą na zadaszonym placu w pozycji medytacyjnej, śpiewając badżany (czyli święte pieśni w sanskrycie). Po lewej stronie kobiety po prawej mężczyźni. Pomiędzy sektorami są ścieżki wyłożone chodnikami, po których spaceruje człowiek, ludzie mówią, że to Bóg. Błogosławiąc wszystkie istoty szukające zrozumienia, sensu swojego istnienia w tym wymiarze wszechświata. Kiedy ujrzałam Go po raz pierwszy, z moich oczu popłynęły łzy. Nie wiedziałam, dlaczego, po prostu sobie płynęły, dwa strumyczki łez. Jego drobniutka postać w pomarańczowej szacie przemieszczała się wśród wpatrzonych w Niego wielbicieli. Ludzie mieli złożone ręce jak do modlitwy, twarze wyrażały błogostan z oczu promieniowało szczęście. Uśmiechnięty z wielką kędzierzawą czupryną, drobniutkimi kroczkami, przytrzymując pomarańczową szatę sięgającą do stóp, szedł w moim kierunku, kiedy stanął obok mnie nie wiedziałam, co zrobić. Przypomniałam sobie, że ktoś mówił, iż kiedy się dotknie Sathya Sai Babę można się spalić. A ON zatrzymał się obok mnie, jakby czekał na mój gest. Zobaczę, pomyślałam, najwyżej spalę się – i wyciągnęłam rękę. Delikatnie przesunęłam dłonią po Jego przedramieniu i... nic się nie stało. Nie spaliłam się. Poczułam bogostan w całym ciele a w sercu usłyszałam pytanie - jak tam podróż, kręgosłup nie bolał?

Zdałam sobie wtedy sprawę, że po dwóch dniach telepania po wertepach, mój chory kręgosłup w ogóle nie bolał... o rany, stał się cud! Poprosisz a dostaniesz – usłyszałam. ON popatrzył, uśmiechnął się do mnie i... poszedł dalej. Dopiero później dowiedziałam się, że ludzie nazywają wielką łaską kiedy się ma osobisty kontakt z Sathya Sai Babą.

Wtedy byłam zupełnie zdezorientowana, wiele spraw nie potrafiłam zrozumieć. Dopiero z upływem lat odkrywałam dary, które od NIEGO otrzymywałam. Ten dotyk był jednym z pierwszych darów, który przez lata promieniuje mocami działania w moim życiu. Dowiedziałam się też, że było to przywitanie z ukochanym uczniem, którym podobnież byłam w czasach Szirdi Baby, poprzedniego wcielenia Sathya Sai Baby.

Życie nabierało tak dużego przyśpieszenia i było na tyle odmienne od tego, które znałam, że często czułam się zagubiona.

Fascynowała mnie odmienna kultura, kraj, w którym ciągle świeciło słońce. Na drzewach rosły banany, a towarzyszami spacerów były małpy. Grupa, z którą przyjechałam była kawałkiem chorej poranionej zagubionej w lęku Polski, przejawiającej się jej wszystkimi problemami. Myślałam i oczekiwałam harmonijnego porozumienia w grupie a tu było gorzej niż w Polsce.

Wtedy nie znałam praw energii, ani praw kosmicznych. Byłam wylękniona i zgubiona. Trwało to jakiś czas, nawet długi czas, zanim odnalazłam kontakt z własną boskością.

Mój pobyt u Sathya Sai Baby stał się najważniejszym i najpiękniejszym wydarzeniem życia. Odkrywałam siebie, jako indywidualne zjednoczenie duszy z BOGIEM. Było to dla mnie trudne, pomału pojmowałam to, co się wydarzało. Jednego dnia byłam szczęśliwa, następnego pogrążona w rozpaczy. Miotały mną zwątpienia i lęki, byłam nimi wypełniona po brzegi – opowiada Vasanta.

Nagle usłyszałam przekaz: Wiara jest siłą, która przenosi ponad zwątpieniami i lękami, budzi do życia w miłości. Wypełnij po brzegi swe serduszko wiarą, bez odrobiny zwątpienia, tylko miłość, szczęście, i radość a obudzisz się... Otworzy się zamknięty przez wieki sezam boskiej mądrości, zaczniesz służyć na Ziemi DZIEŁU BOGA. Budź się moja maleńka, budź się mój boski motylu, czas rozprostować skrzydełka, czas rozpocząć swój lot ku gwiazdom, czas zacząć ISTNIEĆ. Jestem przy tobie i pomogę ci, tylko zdecyduj, co wybierasz. Nasz wspólny lot będzie tworzeniem Boskiego Raju na Ziemi. Pomóż mi – liczę na ciebie. Jesteś potrzebna w mojej boskiej drużynie.

Wybierz mnie – proszę - BÓG.

Wtedy jeszcze nie umiałam medytować, modlić się godzinami, śpiewać i żyć w harmonii z sobą i otaczającym światem. Uczyłam się... to przyszło z czasem. Po wiekach rozpaczy i smutków, nastał czas światła, miłości i radości. Budziłam się do nowego życia.

W krótkim czasie przenieśliśmy się do Putapartii, miejscowości, w której urodził się Sathya Sai Baba. Ashram był wielki, piękne pokoje, wspaniały zadaszony plac darszanowy. Nazywałam go świątynią.

Życie w ashramie miało swój rytm i cel. Dla mnie trwało od 4.00 rano do 22.00 wieczorem, potem trzeba było zgasić światła i iść spać.

Wstawało się, o 4.00 rano, aby usiąść w kolejce i dostać się do świątyni na omkar. O piątej rano każdego dnia budzący się dzień witany był intonowaniem 21 razy, dźwięku OM. To dźwięk tworzenia wszechświata, trwający we wszechświecie w nieustannym brzmieniu. OM – jest wibracją tworzenia życia, największą pochwałą istnienia, byciem w TERAZ.

Celem istnienia jest cisza. A właściwie odnalezienie spokoju umysłu. Aby usłyszeć śpiew swojej duszy, aby poczuć zjednoczenie z J a ź n i ą.

Największym darem dnia jest darszan, czyli widzenie osoby Sathya Sai Baby, wszyscy czekają na darszan. Tysiące żyjących w lęku, wielbicieli z całego świata, czeka na uleczenie w świetle swej duszy. Od rana, siedzą w pozycji lotosu i czekają. Święta istota Sathya Sai Baba zjawia się, aby leczyć, dusze i ciała, swoich wielbicieli. Zanim pojawi się jego eterycznie drobna postać, czuje się zmianę wibracji. W czekających istotach następuje zmiana, ich oczy rozświetla blask niebiańskiej błogości, składają ręce jak do modlitwy i patrzą w kierunku ukazującej się postaci. Baba zjednoczony Ojciec - Matka, przechodzi wśród tłumów obdarzając błogosławieństwem, zbierając listy z prośbami najprzeróżniejszej treści, pozwalając na padnamaskar (ucałowanie stóp świętego w celu oczyszczenia karmy). Zaprasza też, na osobiste spotkanie, czyli interviu. Świątynia wypełniona po brzegi ludźmi z całego świata, wszystkie rasy, kolory i narodowości, zamieszkujące Ziemię. Ci, co widzą więcej, widzą też istoty z innych wymiarów, które przybywają po błogosławieństwo i pragną darszanu Sathya Sai Baby.

Uczyłam się żyć na nowo. Czas upływał wśród darszanów, badżanów, sevy (bezpłatnej pracy w kuchni). Odnajdowałam utracony kontakt z własną Jaźnią. Łapałam łączność z miejscem w sercu gdzie mieszkała miłość, ta nieskazitelna, uniwersalna, boska. Czułam, jak siła tej miłości, transformuje mnie, wzmacnia, jak to, co w umyśle było nie do pokonania staje się łatwe. To, co przed przyjazdem było niemożliwe, stawało się łatwe. W umyśle i sercu otwierały się boskie możliwości. Budziła się dusza. Z boską pomocą wszystko stawało się możliwe.

Na wzgórzu niedaleko świątyni rośnie piękne drzewo. Dziwne drzewo, powiedziałabym magiczne. Mówią, że zasadził je Sathya Sai Baba i wszyscy chodzą tam medytować. Wydarzają się tam najróżniejsze cuda. Po jednej z medytacji, otworzyłam oczy i ujrzałam dziwny obraz w przestrzeni. Jak okiem sięgnąć, wisiały w powietrzu różnej wielkości szklane akwaria? W nich byli ludzie, każdy człowiek miał swoje akwarium. Byli w różnych stadiach rozwoju. Widok był niesamowity. Patrzyłam jak na panoramiczny ogromny ekran w kinie.

- O co tu chodzi? - zadałam pytanie.

I zobaczyłam, że ci ludzie każdy w swoim czasie rośnie, akwarium robi się za małe, istota wewnątrz rozbija je. Nie wie, że żyje w akwarium, kiedy to mniejsze pęka znajduje się w następnym, ale ona nie wie o tym, iż znajduje się w następnym akwarium, tylko trochę większym. Te akwaria wypełniają całą przestrzeń, przenikają się i nikt nie jest tego świadomy, że w nim żyje. Ludzie w różnych stadiach rozwoju jedni, jako embriony, inni już siedzący, a jeszcze inni chodzący, ale tylko w przestrzeni następnego przezroczystego akwarium.

Nie są tego świadomi, że są w środku. Nie widzą siebie samych i nie słyszą się nawzajem... zamknięci w niewidzialnych klatkach - więzieniach umysłu.

Ta niewola to iluzja. Uwięzieni żyją tylko na zewnątrz potrzebami ciała.

Wszyscy istnieją w jednej przestrzeni W JEDNEJ PRZEZROCZYSTEJ MATERII, ale oddzieleni od siebie, stworzonymi akwariami przez myśli strachu. Cały świat w JEDNOŚCI i jednocześnie każdy osobno?

Czym była ta dziwna wizja? Po co miałam to zobaczyć? Czy to schemat ,,śpiących” ludzi, o których mówił Jezus i nieustannie powtarzają to wszyscy oświeceni mistrzowie? Ludzkie istoty żyją w iluzji, w niewoli stworzonej przez myśli własne i innych. Czy to ktoś inny stworzył to więzienie umysłu???KTO??

Dlatego trzeba ogromnego wysiłku, aby się wyzwolić i obudzić. Urodziliśmy się w zbudowanym piekle i nie wiemy że w nim istniejemy nie pamiętamy czym jest wolność. Nasza uwaga jest skoncentrowana na zewnątrz zamiast do wewnątrz. Zajmujemy się innymi, zamiast sobą. Szukamy poza nami - zamiast w nas. Dopiero z chwilą poznania i zrozumienia siebie, możemy poznać i zrozumieć innych. Moje pojmowanie świata zmieniało się od momentu spotkania Sathya Sai Baby. To, czego przez lata nie mogłam zrozumieć teraz stawało się jasne. Często miałam uczucie, że rozsuwają się niewidzialne zasłony i wtedy nawiązuję kontakt z Duchem by pomóc narodzić się duszy, sięgając w głąb siebie. Niewidzialne zasłony, to te szklane akwaria, o których żyjemy a o ich istnieniu nie wiemy.

Moje ciało często buntowało się. Chciało spać, puchło od upałów. Ego było silne, buntowało się, nie cieszyła go utrata władzy, szukało wykrętów, najróżniejszych sztuczek, aby nie transformować się w światło, w miłość. Po wielu doświadczeniach, zaczęłam rozróżniać, jakie zachowania wynikają z władzy ego.

 Jednym z najważniejszych świąt jest Macha Siva-Arati. W czasie święta Boga Sivy, który spala karmiczne uwarunkowania. Jest to wyjątkowy kosmiczny rytuał. To święto trwa całą noc, śpiewa się badżany. Tej nocy po raz pierwszy usłyszałam głos Sathya Sai Baby, zaśpiewał. Jego głos drżał miłością w moim sercu. Łzy płynęły mi po policzkach, czekałam na ten głos miliony lat, moja tęsknota była tęsknotą do miłości, do Boga. Ból w sercu to ból rozłąki z miłością, ten smutek to sztuczne oddzielenie od miłości przez ego. Poczułam jak fala najczulszej pieszczoty, cieplutki wiaterek najsłodszego uczucia, wypełnia każdą moją komórkę ciała. Miałam uczucie, że ten głos istnieje tylko dla mnie, dla mnie śpiewa Bóg – ojciec umiłowany. To było niesamowite. To, co wydarzało się w moim sercu, było budzeniem śpiącej królewny. Pierwszy raz w życiu poczułam się bezpiecznie. Zaistniał w moim umyśle spokój. Znalazłam się we właściwym miejscu, wśród najwłaściwszych osób. Tęsknotę, zagubienie, rozpacz istnienia bez miłości, koił ten głos, śpiew. Serce drżało miłością, ból topił się jak góra lodowa. Topiły go dźwięki miłości płynące z ust Sathya Sai Baby, którego ludzie nazywają Bogiem. Kolce z mojego poranionego serduszka wypływały w strumieniach łez. Zaświeciło słońce miłości w moim istnieniu, lody zapomnienia i rozpaczy odpływały. BUDZIŁAM SIĘ. Budziła mnie pieśń miłości Boga.

Tak przebiegało moje budzenie z letargu iluzji. Rozbijanie kolejnych szklanych akwariów. Po tym święcie wiedziałam, że jedno, czego pragnę, to powrót do boskiego raju. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak to zrobić? Wtedy jeszcze nie wiedziałam ile czasu to zajmie?

Wiedziałam jedno, na NIEGO można zawsze liczyć. ON jest zawsze dla mnie. Kocha mnie. Wreszcie GO odnalazłam. Długo GO szukałam a ON był tak blisko, w moim sercu. Potrzebny był tylko klucz do zamkniętych od wieków drzwi. Tym kluczem była pieśń miłości.

 Miłość jest wibracją światła, wzorcem świadomości, który może przekształcić wszystkie negatywne energie. Boga nie trzeba szukać wystarczy odkryć. Sensu życia także nie należy szukać, tyko odkryć. Kiedy przekroczysz tunel niewiedzy, poznasz, co jest zakryte przed twoim umysłem, poza twoim pojmowaniem. Teraz od nowa musiałam się uczyć języka duszy, zdawałam sobie sprawę, że to niezwykle mozolna droga. Zaczęłam pojmować, że w przestrzeni przeszłości nagromadziłam bolesne dary, które teraz trzeba uzdrowić. Na tym uzdrowieniu zacznie się budowanie ,,przyszłości” w oparciu o boskie kierownictwo. Aby się odrodzić musisz wiedzieć, że wszystko istnieje 
w ruchu, PANTA-RHEI wszystko płynie. Trzeba tyko rozszerzyć horyzonty poznania. Zaczęłam pojmować swoje działania, zaczęłam pojmować, że to, co wydarzało się w moim życiu, było powielaniem programów, według których żyli moi rodzice.

Było to dla mnie najważniejsze odkrycie. Zaczęłam pojmować, że wszystko, co spotykało mnie w życiu było moim własnym wytworem - wytworem moich myśli. No, może niezupełnie moich, tylko mojej przeszłości. Programów, które miałam w umyśle, a według których żyłam ja, moja mama, babcia i poprzednie pokolenia kobiet. Odkryłam drogę prowadzącą do uzdrowienia – podsumowuje Vasanta Ejma.

Wysłuchał;Ryszard Milewski


Sai Baba odszedł z ciała w kwietniu 2011r.

 

 

Witaj! 
Dziękuję za możliwość zapoznania się z Tobą i Twoją twórczością. Książka Bliźniaczy płomień to cudowny przekaz miłości budzący me serce do zaistnienia w związku o którym marzę w głębi serca. Dzięki przekazom miłości które odkryłem czytając twoją książkę ,,Bliźniaczy płomień , po przeczytaniu twojej książki wiem że zrealizuję swoje marzenie. To ogromny dar zaistnieć w związku miłości tu na ziemi wśród ludzi którzy nieustannie poszukują szczęścia we dwoje.

 

Piszesz tak, jakbym ja pisał. Twoje słowa i myśli są jakby moimi słowami i myślami. Dlaczego? Dlatego, że są myślami Boga, jego głosem w Nas. Nie ulegaj chwilowym złudzeniom tego wymiaru. Nie poddawaj się ziemskim pragnieniom, bo zatracają one to, co stanowi wartość największą - stare przysłowie mówi: Lepiej z mądrym stracić niż z głupim zarobić".

 

Ale, żyję z Tobą i w Tobie. Kocham tak jak Kochałem w Miłości życzę ci cudowna Vasanto aby ten płomień miłości, który pali się w twoich książkach, ogarnął wszystkie poszukujące serca i abyśmy żyli w miłości ze swymi ukochanymi tu i teraz.

 

Bardzo, bardzo dziękuję i pozdrawiam z miłością Andrzej